Dotacje najczęściej przedstawiane są jako pomoc, szansa na rozwój lub dodatkowe pieniądze, które warto wykorzystać. Osoba otrzymująca środki widzi konkretną korzyść: przelew na konto, dofinansowanie inwestycji, zakup nowego urządzenia albo zwrot części poniesionych kosztów. Znacznie rzadziej zastanawiamy się jednak, skąd te pieniądze pochodzą i kto rzeczywiście za nie zapłacił.
Nie istnieją darmowe dotacje. Każda złotówka przekazana jednej osobie, przedsiębiorstwu lub wybranej grupie wcześniej musiała zostać pobrana, pożyczona albo przesunięta z innego celu. Co więcej, zanim pieniądze dotrą do beneficjenta, część z nich pochłania cały system ich zbierania, rozdzielania, dokumentowania i kontrolowania.
Problem dotacji nie dotyczy więc wyłącznie ekonomii. To również pytanie o świadomość społeczną, odpowiedzialność i zdolność dostrzegania skutków własnych decyzji. Czy interesuje nas jedynie to, ile możemy otrzymać? Czy potrafimy również zapytać, od kogo te pieniądze wcześniej zabrano i jakie konsekwencje poniosą inni?
Dotacje nie powstają z niczego
Pieniądze publiczne nie pojawiają się samoczynnie w budżecie państwa ani w budżecie Unii Europejskiej. Ich źródłami są między innymi podatki, składki, opłaty, inne dochody publiczne oraz środki pochodzące z zaciąganych pożyczek i kredytów. Polska ustawa o finansach publicznych zalicza do dochodów publicznych między innymi podatki, składki i opłaty, a do przychodów budżetowych także wpływy z pożyczek, kredytów oraz sprzedaży papierów wartościowych.
Oznacza to, że kiedy państwo ogłasza program dotacyjny wart milion złotych, nie rozdaje własnych pieniędzy. Dysponuje środkami pochodzącymi od obywateli, przedsiębiorców i konsumentów albo środkami, które w przyszłości będą musiały zostać zwrócone wraz z kosztami zadłużenia.
Nawet pieniądze określane jako „unijne” nie spadają z nieba. Budżet Unii Europejskiej tworzony jest ze środków przekazywanych przez państwa członkowskie oraz z innych dochodów publicznych. Ostatecznie więc również za nimi stoi praca i aktywność gospodarcza ludzi.
Dotacja może być bezpłatna dla osoby, która ją otrzymuje, ale nie jest bezpłatna dla społeczeństwa.
To podstawowa różnica, o której często zapominamy.
Beneficjent widzi kwotę wpływającą na konto. Podatnik zazwyczaj nie widzi, jaka część jego podatków, opłat i codziennych wydatków została przeznaczona na konkretny program. Korzyść jest wyraźna i skupiona w jednym miejscu, natomiast koszt zostaje rozłożony na tysiące albo miliony ludzi.
Do tego dochodzą koszty administracyjne. Trzeba stworzyć przepisy, formularze, systemy informatyczne, procedury oceny wniosków, instytucje rozdzielające pieniądze oraz mechanizmy kontroli. Potrzebni są urzędnicy, eksperci, kontrolerzy i podmioty zewnętrzne.
Samo rozdzielenie pieniędzy również kosztuje.
W przypadku płatności rolniczych funkcjonuje rozbudowany Zintegrowany System Zarządzania i Kontroli. Obejmuje on między innymi elektroniczne wnioski, identyfikację działek, monitoring obszarów, bazy danych, kontrole administracyjne, kontrole na miejscu oraz system sankcji. Komisja Europejska wskazuje, że system ten służy zarządzaniu płatnościami, monitorowaniu ich oraz ochronie interesów finansowych Unii.
Kontrole prowadzone przez ARiMR mogą obejmować inspekcje terenowe, pomiary GPS, zdjęcia lotnicze i satelitarne oraz sprawdzanie dokumentacji związanej z realizacją zadeklarowanych zobowiązań.
Można uznać takie kontrole za konieczne, skoro wydawane są pieniądze publiczne. Jednocześnie ich istnienie pokazuje, że pomiędzy zabraniem pieniędzy społeczeństwu a przekazaniem ich beneficjentowi powstaje kosztowny system pośredniczący.